Młodzi przedsiębiorcy na celowniku, czyli wywiady ze Startupami #5 – Krzysztof Abramowski

wywiad_Studia_Wschód(1)

Dzień dobry,

Uwaga, przed Wami Pan Krzysztof Abramowski – bohater kolejnego odcinka „Młodzi przedsiębiorcy na celowniku, czyli wywiady ze Startupami”.
W trakcie tych letnich dni, niektórzy odpoczywają, a inni oddają się swojej pasji i osiągają pierwsze sukcesy. Praca wykonywana z przyjemnością przynosi nam zdecydowanie więcej satysfakcji.
Czy perspektywa robienia tego co lubimy przez resztę życia nie jest piękna?


fot. Agnieszka Zarek
fot. Agnieszka Zarek

 

 

Krzysztof Abramowski – absolwent edytorstwa na KUL-u. Założyciel startupa Studio Wschód, gdzie wspólnie z zespołem zajmuje się projektowaniem i korektą książek. Organizator konkursu literackiego „Pióra Falkonu” 2016, zaangażowany grafik DTP i pisarz.

 

 

 

 


Czym zajmuje się firma?

Projektujemy najlepsze książki na świecie. A tak poważnie – opiekujemy się nadesłanym tekstem od początku do końca. Może to być powieść, tomik wierszy albo treść ulotki, a nawet instrukcja obsługi odkurzacza. Naszym zadaniem jest sprawić, aby po pierwsze tekst był poprawny językowo (redakcja i korekta), a po drugie – by dobrze się prezentował (skład, projekt, ilustracje). O ile w przypadku powieści rzecz jest dość oczywista, to instrukcje obsługi odkurzaczy stanowią dla nas problem. Ale robimy, co w naszej mocy.

Na początek cofnijmy się w czasie. Skąd pomysł na założenie takiego biznesu? Stoi za tym jakaś historia?

Razem z grupą znajomych jeszcze na studiach edytorskich na KUL-u postawiliśmy sobie za cel założenie wydawnictwa. Dręczyły nas błędy w książkach; błędy, o których właściwie dowiedzieliśmy się na studiach, ale które raziły nas już wcześniej, tylko nie potrafiliśmy ich nazwać, sprecyzować. Teraz potrafimy. Przy czym każdy chciał robić coś innego – jedni zajmowali się pracą językową, dopieszczając interpunkcję i składnię w tekstach (wtedy w ramach wolontariatu), inni projektowali pierwsze oferty sprzedażowe czy informatory dla uczestników lokalnych festiwali. W końcu padł pomysł: skonsolidujmy się! Zbierzmy pod jedną banderą i działajmy! W momencie powstania startupa każdy miał już pewne doświadczenie w branży, lecz po otwarciu Studia weszliśmy na zupełnie nowy poziom.

Jak dowiedział się Pan o AIP? Skąd pomysł na założenie firmy w Inkubatorze zamiast od razu działalności gospodarczej?

AIP na początku był dla mnie czymś mistycznym – przedsiębiorców AIP-u spotykałem na uczelni. Młodzi biznesmeni, zawsze w marynarkach i zawsze gdzieś się spieszący, ciągle zajęci. Wiedziałem o ich działalności w AIP-ie, bo na uczelnianych korytarzach się o tym mówiło. Ten założył firmę, a ten już ją prowadzi od ponad roku i odnosi takie i takie sukcesy. Dowiedziałem się więc o AIP-ie właściwie od kolegów. Potem poszperałem w Internecie, podpytałem kilku znajomych i okazało się, że może to być ciekawa alternatywa dla założenia tradycyjnej działalności gospodarczej. Przekonała mnie perspektywa, że ktoś nade mną czuwa, że przy prowadzeniu biznesu, nawet gdy powinie mi się noga, mogę liczyć na wsparcie.

Czy początki były ciężkie? Nie było chwil zwątpienia? Jak sobie radziłeś z pierwszymi niepowodzeniami? Jakie były największe przeszkody?

Z perspektywy krótkiego pobytu w AIP-ie – trudno powiedzieć. Myślę, że „początki” nadal trwają. W pierwszych tygodniach na pewno niełatwo się było połapać w różnych etapach działań: od kontaktu z księgowością i potrzebnymi dokumentami po radców prawnych i umowy cywilnoprawne. Okazało się, że pod telefonem AIP-u zawsze jest jakaś pomocna dusza i może rozwiązać zawiłą (dla mnie) kwestię w kilka sekund.

A firma… wszystko rozwija się powoli. Pierwszy miesiąc faktycznie był trudny. Około trzech tygodni trwało przygotowanie sensownej witryny internetowej dla Studia (postanowiłem sam się tym zająć, aby ograniczyć ewentualne koszty), łącznie z zapełnieniem jej treściami, stworzeniem kilku wariantów logotypu, przygotowaniem zespołu i komunikacji wewnątrz firmy. Oczywiście najbardziej podstawową trudność – oprócz marketingu – stanowiło znalezienie pierwszych klientów. Stopniowo udało się jednak przenieść zlecenia „prywatne” na grunt całej działalności.

Jaka jest misja Pańska i firmy? Jakiś konkretny cel, do którego Pan dąży w związku z firmą?

Chcemy zapełnić rynek dobrymi książkami – dobrymi w sensie treściowym i wizualnym. Publikacje samodzielnych autorów często kojarzą się z czymś nieprofesjonalnym, czymś słabym, z fontem Times New Roman, złym justowaniem albo z tekstem wrzuconym prosto z Worda na bloga. My chcielibyśmy zmienić to myślenie. Każda książka powinna dobrze wyglądać.

Jak Pan widzi swoją przyszłość? Poszerzenie działalności? Jaki cel ma Pan do spełnienia?

Myślę, że przyszłość to na pewno większe zobowiązania wobec firmy i współpracowników, większa odpowiedzialność. Oprócz opracowywania graficznego materiałów do druku i redakcji językowej być może za jakiś czas będziemy się zajmować również projektowaniem stron internetowych. Jest to bardzo dynamicznie rozwijający się rynek. Kto wie – może kiedyś książki będą dostępne tylko w sieci?

fot. Agnieszka Zarek
fot. Agnieszka Zarek

Największe marzenie związane z przyszłością firmy?

Sprawić, by ludzie przychodzili do pracy uśmiechnięci i pełni energii. Żeby odpalali komputer z myślą: „Dzisiaj robimy książkę pani Kowalskiej. Podoba mi się ten tekst. Co zrobić, żeby łatwiej się go czytało?” zamiast: „Dobry Boże, jeszcze siedem godzin do fajrantu”. Chyba to jest największe marzenie, bo jeśli się sprawdzi, to sukcesy i pieniądze przyjdą zaraz po nim.

Co dla Pana oznacza sukces? Jaki był do tej pory Pański największy sukces jako Młodego Przedsiębiorcy?

Myślę, że największym sukcesem było połączenie pracy z pasją. Staram się nigdy nie dotykać rzeczy, z którymi się męczę, których nie lubię albo które sprawiają mi przykrość. Oczywiście nigdy się tego w całości nie uniknie.

Dlaczego biznes, a nie etat?

Ponieważ cenię elastyczność swojego czasu pracy. Podoba mi się to, że jeżeli chcę, mogę pracować do późna, a potem dłużej pospać. Albo odwrotnie: że mogę wstać wcześnie i skończyć pracę o konkretnej godzinie, nie tracić czasu na dojazdy do biura. Poza tym na etacie wisi nad nami pewna bariera, blokada, wyżej której już nie podskoczymy (chociażby finansowo). Zwykle tak jest. A że nie lubię ograniczeń, wolałem podjąć ryzyko rynkowe.

Na zakończenie może jakaś rada dla osób zastanawiających się nad założeniem firmy (np. w Pańskiej branży lub podobnej)?

Moim zdaniem należy pozbyć się myślenia, że coś już kiedyś było albo że pokona nas konkurencja. Warto zdobyć się na odwagę, wyjść naprzeciw wymaganiom klientów i stworzyć coś po swojemu. Trzeba mieć oczywiście pomysł, odpowiednich ludzi, pewne zdolności. Wszystko przyjdzie z czasem. A konkurencja, przynajmniej na rynku edytorskim, jest bardzo przyjazna 😉


Wywiad przeprowadziła: Aleksandra Świętochowska - Manager AIP Lublin